Rozmowa z MAGDĄ WIETESKĄ, autorką powieści „Nie zaglądać”. Więcej o książce można się dowiedzieć w zakładce „nowości”, a chętnych do zakupu zapraszamy do naszej księgarni (https://wydawnictwonokturn.wordpress.com/ksiegarnia/).

Pani książka ma dwie bohaterki, które się nie znają, ich historie toczą się osobno, ale jednocześnie są sobie bliskie. Skąd pomysł na takie poprowadzenie fabuły?

 

Gdybym napisałam tę powieść dziś, odpowiedziałabym, że chodzi przede wszystkim o nudę, a moim celem było niedopuszczenie do niej w czasach, gdy ludzie najchętniej czytają krótkie wiadomości, a jeśli już sięgają po książkę, to chcą, aby ich zaskakiwała. Jednoosobowa narracja może znużyć. Zresztą ja sama cierpię na chyba chroniczny brak długotrwałej koncentracji, więc ten stylistyczny zabieg wymierzyłam też w siebie. A poza tym historia, którą chciałam opowiedzieć, nie zmieściłaby się w życiorysie tylko jednej bohaterki. A nawet jeśli, byłaby to bardzo skomplikowana emocjonalnie osoba. Za bardzo, aby była wiarygodna.

Ania rozmawiając z psycholożką, mówi, że woli pisać niż mówić. Według Pani tak łatwiej wyrzucić z siebie swoje problemy?

 

Rzeczywiście, wielu osobom łatwiej wyrazić się w ten sposób, dlatego piszą pamiętniki, blogi. To także przydatne tym, którzy mają problem z bezpośrednią komunikacją albo – jak w przypadku tej dziewczyny –  ze swoich problemów nie mogą zwierzyć się najbliższym. Nie generalizowałabym jednak, że pisanie jest lepsze od rozmowy. To kwestia bardzo indywidualna. Sama mam dni, gdy wolę napisać długiego maila do przyjaciela i również takie, gdy bardziej odpowiada mi kontakt twarzą w twarz.

Pisanie ma jednak tę przewagę nad mówieniem, że wymaga większej autorefleksji. Pisząc, bardziej zastanawiamy się nad słowem, nie rzucamy go na wiatr, jak w rozmowie.

Pisze Pani głównie o kobietach, które mimo wielkich problemów zachowują niezwykłą siłę i wytrwałość. Ta książka to apologia kobiecości?

 

Dlaczego od razu apologia? Nie sądzę, żebym potrzebowała bronić albo gloryfikować kobiety, szczególnie dzisiaj, gdy coraz lepiej dają sobie radę. Powiem więcej – ja ich/nas często nie lubię. I o wiele łatwiej i przyjemniej dogaduję się z mężczyznami. Zresztą znamienne jest to, że nie mam przyjaciółki, mam przyjaciela.

Piszę o kobietach, bo jestem jedną z nich, a trudno nie identyfikować się z własną płcią. Ale piszę też o mężczyznach, w jednym z opowiadań w tomie „Ojciec” prowadzę pierwszoosobową narrację męską.  A siła i wytrwałość to cechy niekoniecznie towarzyszące tylko kobietom. Tyle, że my je mocniej akcentujemy, bo „musimy” o wszystko walczyć, łączyć pracę z macierzyństwem, starać się o godne, równe męskim pensje etc. A facetem wcale nie zawsze jest łatwiej, to stereotyp.

Wszystkie kobiety z Pani powieści łączy to, że poszukiwały miłości, ze słabym skutkiem. Tak trudno jest ją znaleźć w dzisiejszych czasach?

 

Wcale nie! Miłość leży na ulicy, dosłownie, tylko nam się nie chce ruszyć tyłka z wygodnego krzesła i schylić się, by ją podnieść. A jeśli już podejmiemy ten „straszny” wysiłek i ją weźmiemy z tego brudnego chodnika, czekamy, aż sama się wyczyści. Gdybym tak podchodziła do tej kwestii, nigdy w życiu bym nie kochała.

Nie unika Pani scen seksu w swojej książce. To dzisiaj coraz popularniejsze. Co Pani sądzi o tej modzie na powieści erotyczne?

 

Podkreślam, że „Nie zaglądać” napisałam w 2000 r., kiedy nie było jeszcze boomu na „twarze Greya” czy inne gnioty w tym rodzaju. Mówię „gnioty” z całym przekonaniem, bo sięgnęłam po tę książkę i nie byłam w stanie doczytać jej do końca. Albo to kiepskie tłumaczenie, albo po prostu słaba powieść. Natomiast sam seks jest niezwykle ważny – gdybym utraciła libido, byłabym najnieszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Fizyczna miłość powoduje, że chce mi się żyć, a w kontakcie intymnym z drugim człowiekiem odnajduję sens istnienia. Górnolotnie to brzmi, ale jest prawdą. A ponieważ piszę o tym, co dla mnie ważne, w moich książkach zawsze pojawia się seks. Jest nieodłącznie związany z życiem, ze mną.

Co do mody na erotyczne powieści – to nie jest zła sprawa, tylko język nam jeszcze kuleje i albo jest bardzo infantylny, albo wchodzi w sferę porno. Trudno znaleźć odpowiednie określenia, mając do dyspozycji ich bardzo ograniczony zasięg, jak to jest w przypadku choćby nazewnictwa intymnych części ciała.

Komu przede wszystkim poleciłaby Pani swoją książkę „Nie zaglądać”?

 

Wszystkim tym, którzy lubią czytać. Wbrew pozorom to nie jest książka tylko dla kobiet, czy tylko dla kobiet w przedziale „od do”. Nie jest powieścią tylko dla nastolatek, debiutujących dziennikarek, kochanek, zdradzanych żon, facetów prowadzących podwójne życie czy amatorów opisów intymnych zbliżeń. Pisałam ją, mając 24 lata. Po trzynastu latach znów po nią sięgnęłam i nie znudziła mnie. A przecież problemy, które dotykają bohaterów tej powieści, nie są mi dzisiaj w żaden sposób bliskie. Za to ich emocje – tak.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Witamy na naszej stronie

Nowo powstałe wydawnictwo Nokturn zwraca się z uprzejmą prośbą do wszystkich autorów (zwłaszcza debiutantów), którzy chcieliby opublikować swoją powieść w naszym wydawnictwie o nadsyłanie do nas swoich tekstów. Więcej informacji na ten temat znaleźć można w zakładce Kontakt.

Z niecierpliwością czekamy na Państwa propozycje!

Zespół redakcyjny Wydawnictwa Nokturn

Dodaj komentarz

Filed under Nowości